Moja relacja i odczucia

z IV Festiwalu im. Krzysztofa Klenczona w Pułtusku 2016 rok

Któregoś pięknego dnia na mój priv na FB przyszła nagle niespodziewana wiadomość od kumpla z którym nie miałem kontaktu od 30 lat.

Paweł pisał do mnie:

- Pamiętasz nasze próby w zespole, a potem prywatne spotkania na których katowaliśmy

utwory Czerwonych Gitar? Lubisz ich jeszcze, czy już całkowicie wsiąkłeś w The Beatles? Jak

Cię to interesuje, wejdź na stronę Klenczona, warto.

Wszedłem, poprosiłem o przyjęcie, zacząłem czytać posty… o rany, jakie wiadomości, jakie fotki. Czy ja ze swojąmikrowiedzą w ogóle się tutaj nadaję? Ale furt, raz kozie śmierć. Przynajmniej dowiem się czegoś nowego.

Co mnie u diabła podkusiło? Gdybym został biernym obserwatorem, miałbym wiadomości na których mi zależało i………. właśnie to „i” zdecydowało, że jednak postanowiłem bardziej udzielać się w grupie.

Przyznam z ręką na sercu, że na samym początku, kiedy starałem się czymś zabłysnąć w grupie i kopałem po internecie za unikalnymi fotkami, szlag mnie trafiał kiedy wstawiając coś tam dostawałem informację: „czekaj na zatwierdzenie postu przez administratora”. Zawsze byłem niecierpliwy i chciałem już, natychmiast. Ale chodząc po stronie zorientowałem się dlaczego – spamy, posty nie związane z moim idolem, albo wręcz obraźliwe wypowiedzi…… no tak, racja, tego nie wolno udostępniać.

Po jakimś czasie dostałem zezwolenie na umieszczanie swoich postów (widać administrator stwierdził, ze nie spamuję, nie piszę nic co w jakimś stopniu uwłaczałoby naszemu idolowi, jednym słowem nabrał do mnie zaufania. Ucieszyłem się.

Przez kilka miesięcy spokojnie czytałem sobie posty, w niektórych brałem udział, wstawiałem znalezione fajne fotki……….. nie przeczuwałem gromu z jasnego nieba w cudownie pogodny dzień. A strzelił i to strzelił z taką siłą, że zabrakło mi tchu w piersi i przez 5 minut byłem podobny do żony Lota.

Na priv przyszła do mnie wiadomość od żony mojego idola, następującej treści:

- Podaj swój adres telefon. Chce cię zaprosić do Pułtuska na festiwal.

Od 8-9 lipca 2016 czy mógłbyś przyjechać?

Już wcześniej zaczepiałem Bibi na priv, ale były to rozmowy inicjowane z mojej strony – chciałem dowiedzieć się o nieznanych faktach z życia mojego idola, jeszcze z czasów kiedy grał w Czerwonych Gitarach, co było dla mnie do dzisiaj wielką niewiadomą. Ale takiej wiadomości się nie spodziewałem.

001

Drugi – silniejszy piorun trafił we mnie po następnej wiadomości:

- ……..zapraszam Cię do składu jury……..

O w mordę….. ja??? Taki sobie zwykły mały człowieczek, nikomu nie znany i………….. nie, nie wierzę…….. Wpadłem w dziwny trans. Wydawało mi się, ze śnię – tak jak kiedyś, po swoim pierwszym uczestnictwie w koncercie Czerwonych Gitar, kiedy śniłem, że oto ja, występuję razem z nimi na scenie na swoich ukochanych klawiszach.

Sen jednak nie znikał. Kolejne wiadomości i umówienie mnie z kimś kto miał zawieźć mnie do Pułtuska stały się faktem. To już nie sen, to RZECZYWISTOŚĆ.

Ten ktoś, kto kręcił się po moim domu, szykował posiłki dla siebie i dla pieska, wykonywał zwykle obowiązki domowe, to nie byłem ja. To był ktoś, kto kierował moimi ruchami. JA, całe moje „ja” było gdzieś tam, w nieznanym mi mieście, wśród harmonijnych, jakże doskonale znanych mi dźwięków.

            Wreszcie ten dzień nadszedł. Piotr przyjechał po mnie i pojechaliśmy.

Nie wiem jak upłynęła mi podróż. Piotr coś do mnie mówił. Chyba mu coś odpowiadałem, bo nie widać było aby denerwował się moim ignoranctwem, ale na prawdę nie wiem jak jechaliśmy.

Przed hotelem w otoczeniu kilku osób siedziała Alicja. Oczywiście poznałem ją od razu. Zanim jeszcze zostałem dopuszczony do grupy, widziałem jej fotki w gazetach, czytałem udzielone wywiady……….. Kiedy uścisnęła mi rękę, zachwiałem się z wrażenia. Bibi, zauważyłaś to?

Osoba z którą miałem dzielić pokój też wprawiła mnie w zdumienie. Wojtek? Wojtek Serafin??? Czy ja nadal śnię??? Ludzie, obudźcie mnie wreszcie, to trwa za długo. To jest zbyt piękne!!!!

Jednak nie. I to chyba właśnie dzięki Wojtkowi wreszcie otrząsnąłem się z szoku. Traktował mnie po prostu jak kumpla. I jestem mu za to ogromnie wdzięczny.

002

Wojtek z Alicją przy grobie Krzysztofa

O godz. 17.00 w Bazylice Pułtuskiej była odprawiana msza św. w intencji Krzysztofa. Ktoś mnie wiózł – nie wiem kto. Nadal byłem w szoku. Przed wejściem do Bazyliki na chwilkę z odrętwienia wyrwał mnie telefon. Dzwonił lider grupy The Rootles , który wyraził chęć uczestnictwa w naszym – moim zlocie Beatlesów. Coś mu tam odpowiedziałem, umówiłem się na inny termin i wszedłem do Bazyliki.

Msza jak każda normalna msza. Dopiero po wygłoszeniu ewangelii ksiądz nawiązał do tego w jakiej intencji ona się odbywa. Wspomniał Krzysztofa, wspomniał też jego Tatę – Czesława, żołnierza Armii Krajowej, który jak wielu innych żołnierzy AK przez długie lata był uważany za „żołnierza wyklętego”. A potem zapowiedział krótki występ – piosenkę „Biały krzyż”.

Byłem zniesmaczony. Może dlatego, że w Bazylice niósł się niesamowity pogłos i nie można było odebrać tej piosenki tak jak zwykło się ją słyszeć w normalnych warunkach? Dlatego nawet nie zwróciłem uwagi na wykonawców.

003

Marysia Głuchowska śpiewa „Biały krzyż"

- Niech się to wreszcie skończy – modliłem się w duchu.

Kiedy znalazłem się z powrotem pod Zamkiem (taką nazwę miał nasz hotel), na dziedzińcu już zebrała się grupka ludzi.

Wszystkich zebranych powitała najpierw Alicja, a po niej burmistrz Pułtuska Krzysztof Nuszkiewicz.

004

Z wielką przyjemnością (takie było moje odczucie) Bibi wręczyła nagrody za impresje inspirowane utworami Krzysztofa. Niestety nie było dane mi obejrzenia ich z bliska, a szkoda.

Po wręczeniu nagród poszliśmy oglądać wystawę poświęconą Krzysztofowi.

Mój Boże………. Stanąłem jak wryty. Gdzież tam moje skromne zbiory płyt wobec tego co tam zobaczyłem. Oj, jako wielki fan Klenczona nie mogłem oderwać od tego oczu. Gdyby choć tylko część, maleńka część z tego była moją własnością, pewnie czułbym się najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Już pomijam takie rzeczy jak gitara czy strój, a nawet płyty winylowektóre wszystkie doskonale znam. Ale różnego rodzaju przypinki, fotki……….zakręciło mi się w głowie.

005

I znów – gdyby nie nieoceniony Wojtek, pewnie bym tam zemdlał z wrażenia. Widząc może moją nagłą bladość, pociągnąć mnie dalej, gdzie na antresoli odbył się mały poczęstunek dla gości.

Potem zeszliśmy do amfiteatru, gdzie rozpoczynały się przygotowania do występu osób zakwalifikowanych do konkursu.

006

Do eliminacji zostali dopuszczeni następujący wykonawcy:

Zespoły:

DROP z Pułtuska i Warszawy

SETIN z Gdańska

KOLOROWE GITARY z Idzikowic

M-MAX z Pułtuska

SREBRNE GŁOSY z Winnicy na Podolu z Ukrainy

BIAŁO-CZARNI z Warszawy

SMOOTH DIMENSION z Gdańska

PAKA BUZIAKA z Jeleniej Góry

oraz

Szymon Fabisiak – z okolic Pułtuska

Aleksandra Więcławska z Tłuszcza

Michał Napiórkowski i Mariusz Chorążkiewicz z Warszawy.                                                                  

Oprócz tego mieli wystąpić:

Marysia Głuchowska

Karolina Baran

Klenczon Projekt.

            Nie szukałem sobie specjalnie miejsca. Zwykle na takich imprezach staram się być jak najbliżej sceny. Widzę dokładnie wykonawców.

Idąc w kierunku ławek, ktoś mnie lekko potrącił i powiedział „przepraszam”. Spojrzałem i…….. kurcze, to i rodzina Krzysztofa się tutaj znalazła? No tak, przecież to festiwal jego imienia. Jednak bywają podobieństwa w rodzinie.

Jako pierwsza, weszła na scenę ze swoim recitalem Karolina. Dziewczyna z gitarą i do tego w kapeluszu – pomyślałem z humorem.

007

Mina mi zrzedła, kiedy zaczęła śpiewać. Nie były to piosenki Krzysztofa, nie. To były jej własne kompozycje i covery niektórych zachodnich wykonawców. Ale jak wykonane……… nieco niższy, ciepły głos dziewczyny, interpretacja utworów i od czasu do czasu tak charakterystyczny „zaśpiew” Janis Joplin….. byłem oczarowany i strasznie żałowałem, że jej recital tak szybko się skończył. Następnego dnia, na wieczornym papierosie na dziedzińcu Zamku miałem przyjemność poznać jej mamę. Jakież było moje zdumienie, kiedy dowiedziałem się, że Karolina liczy sobie….. 15 lat.

Kurcze……. Jeśli to „dziecko” już tak śpiewa i nie zaniedba nauki śpiewu, będziemy mieli naprawdę Janis Joplin XXI wieku.

Po Karolinie na scenę, weszła Marysia Głuchowska.

- Ach – pomyślałem – to ona śpiewała „Biały krzyż” w Katedrze.

008

Nie powiem, dziewczyna była niezła, ale po niesamowitym występie Karoliny, odebrałem go tak sobie. Może też dlatego, że Marysia zaśpiewała parę standardów The Rolling Stones, a ja jako „rasowy beatlefan” raczej niechętnie odnoszę się do działalności artystycznej Stonsów.

            Po zakończeniu mini-recitalu Marysi Głuchowskiej, na scenę weszli Klenczon Projekt. Po raz kolejny doznałem szoku, a gdzieś tam w głębi mojej głowy nagle rozbrzmiał śpiew:

„……Rozprawy z diabłem nadszedł czas,

Rozbrzmiała walka w ciemną noc,

Łamanych kości nagły trzask.

W ten cios włożyłem całą moc……..”

009

Łup!!!! – pierwszy akord gitarowy, a ja? Ja po prostu odleciałem. To nie ja siedziałem na ławce. Moje „ja” unosiło się nad ławką, nad sceną, krążyło wkoło…

- Ej Marek, zejdź na ziemię – Wojtek potrząsał mnie za ramię.

Popatrzałem dokoła siebie nieprzytomnym wzrokiem, ale duch nie znikał. Cholera…… koło mnie, tam na scenie był….. Krzysztof…………

A on stał tam sobie spokojnie, patrzał pewnie na moją rozdziawioną gębę i się uśmiechał………..

Nie, ludzie, to niemożliwe, przecież do cholery, ja jeszcze żyję. Przecież złego diabli nie biorą, bo i tak wiedzą, że ich………

Kiedy zaczął śpiewać, bezwiednie, pod nosem śpiewałem razem z nim. Czy mi się wydawało, czy w pewnym momencie puścił do mnie oko? Ja się zabiję……… nie, to sen…………Marek do ciężkiej cholery, obudź się.

Powoli przytomniałem, zacząłem rozglądać się wokół siebie. Ludzie reagowali tak samo – gorąco oklaskiwali Tadeusza (potem dopiero dowiedziałem się kim był „mój duch”), tańczyli przed sceną……… szczególną uwagę zwróciłem na dziewczynkę – dziecko, tak na oko 10-11-. letnie. I teraz ja przywołałem gestem Wojtka:

- Popatrz na tą małą. Jak ona fantastycznie tańczy, jakie wspaniałe poczucie rytmu. Zrób jej kilka fotek, specjalnie dla mnie……

Dziecię chyba się dość długo nie zorientowało, że jest obiektem naszych zainteresowań. Dopiero jak Wojtek z aparatem stanął tuż przed nią i zaczął pstrykać kolejne zdjęcia, najpierw na chwilę oniemiała, zatrzymała się w pół kroku, aby potem wybuchnąć jak gejzer i wzmóc swoje fantastyczne akrobacje.

010

Kiedy Klenczon Projekt zakończył występy i zapowiedział ostatni utwór, po zakończeniu wśród gromkich oklasków wybił się chór skandujących głosów:

- Je-szcze je-den, je-szcze je-den, je-szcze je-den……..

Z wielką chęcią przyłączyłem się do tego chóru. W sumie Klenczon Projekt bisował chyba 4 razy.

            Koncert zakończył się dobrze po północy i po tak wspaniałym wieczorze nie wszyscy mieli ochotę powędrować do swoich pokoi. Duża część uczestników, w tym Alicja, no i oczywiście ja – bo jakże bym mógł przepuścić taką okazję, aby nie posłuchać co będzie mówiło się o moim idolu – pozasiadała przy zsuniętych stolikach przed hotelem. Oczywiście zaraz zjawiła się obsługa i nie byliśmy skazani na siedzenie o tzw. suchym pysku.

Jak to zwykle bywa przy takich okazjach, towarzystwo podzieliło się na grupy i każda grupa rozprawiała o czymś innym.

Nastawiłem swoje „słuchy” jak pies myśliwski i przysiadłem się do grupki, która dyskutowała o Czerwonych Gitarach i o Krzysztofie.

Wiele się dowiedziałem o różnych fajnych epizodach z życia Krzysztofa, z jego współpracy najpierw z Czerwonymi Gitarami, potem z Trzema Koronami. Były nawet wspominki z czasów kiedy Krzysztof był jeszcze w Pięcioliniach.

            Drobny deszcz rozegnał nas około 3.00.

I tak zakończył się pierwszy dzień mojego pobytu w Pułtusku.

Kiedy znaleźliśmy się razem z Wojtkiem w pokoju, zapytał mnie żartem:

- Marek żyjesz?

- Oj, żyję teściu, żyję, ale co to za życie – jęknąłem.

Wbrew swoim obawom, zasnąłem dość szybko, ale tylko po to, aby we śnie znów przeżywać recital Karoliny i Klenczon Projekt.

                                                                   ***********

            Rano rozpoczął się dzień drugi mojej niesamowitej przygody.

Po śniadaniu galopkiem do amfiteatru, gdzie rozpoczynały się eliminacje. Każdy wykonawca śpiewał jeden utwór Krzysztofa, drugi swój. Rzecz ciekawa – najchętniej wykonywanym konkursowym numerem było „10 w skali Beauforta”. Czekałem gdy ktoś zaśpiewa „Statek widmo”, „Retrospekcję” czy sentymentalny walc „Stary walc przypomni ci”. Niestety.

„10 w skali Beauforta” jest trudnym utworem, ale przecież takich w dyskografii Klenczona nie brakowało – choćby „Wyścig z diabłem”, „Kamienne niebo” – bardzo mało znany utwór, „Nie przejdziemy do historii”, czy piękna piosenka poświęcona córce – „Natali, piękniejszy świat”.

Miałem wynotowane swoje typy: Kolorowe Gitary, Drop, Biało-Czarni i Aleksandra Więcławska, choć ta ostatnia troszkę fałszowała. Kładłem to jednak na karb tremy, bo w sumie śpiewała nieźle. Jej interpretacja była wyszukana i doskonale dopracowana.

Jury jednak większością głosów zadecydowało inaczej. I kiedy po południu na koncercie finałowym ogłoszono wyniki, przedstawiały się one następująco:

Nagroda Grand Prix przypadła zespołowi DROP przyznana przez ZASP reprezentowanego przez Ryszarda Poznakowskiego.

DROP został też uhonorowany nagrodą specjalną – Kryształowym Kamertonem Stowarzyszenia Artystów Wykonawców Utworów Muzycznych i Słowno-Muzycznych reprezentowany przez Marka Gaszyńskiego.

011

I nagroda burmistrza Pułtuska przypadła Szymonowi Fabisiakowi,

012

II nagrodę burmistrza Pułtuska otrzymał zespół SETIN,

013

III nagroda burmistrza Pułtuska przypadła zespołowi KOLOROWE GITARY.

014

            Osobną nagrodę ufundowała Alicja i przypadły one:

I nagroda dla zespołu M-MAX,

015

II nagroda dla Szymona Fabisiaka.

            Przyznano również nagrody specjalne:

Dla ukraińskiego zespołu SREBRNE GŁOSY przypadła nagroda specjalna Stowarzyszenia Wspólnoty Polskiej,

017

Stowarzyszenie Polski Rock and Roll im.Krzysztofa Klenczona przyznało nagrodę zespołowi M-MAX,

018

Nagroda internautów przypadła w udziale zespołowi SMOOTH DIMENSION

019

Nagrodą Polskiego Radia Jedynka było zaproszenie do udziału w audycji dla Oli Więcławskiej.

020

Osobną nagrodę przyznała też Anna Kondratowicz – wdowa po Januszu Kondratowiczu.

Otrzymał ją zespół BIAŁO-CZARNI.

021

W składzie jury znalazły się m.in. takie sławy jak Ryszard Poznakowski (członek zespołu Trubadurzy), krytyk muzyczny Marek Gaszyński, Paweł Sztompke – dziennikarz radiowy, no i oczywiście Alicja Klenczon.

Po wręczeniu nagród zwycięzcom, każdy zaprezentował swój utwór.

I tu niespodzianka – przykra, wręcz denerwująca.

Na przesłuchaniu w Amfiteatrze można było spokojnie usiąść i wysłuchać w skupieniu wykonawcę.

Koncert Finałowy odbył się na Rynku, gdzie oprócz ławek poustawianych przez szybkie bary z piwem i kiełbaskami z grilla, trzeba było po prostu stać. Był przez którąś stację telewizyjną ustawiony jeden telebim, ale kręcący się ludzie niestety uniemożliwiali dokładne obejrzenie i wysłuchanie koncertu, bo nawet nie była zachowana względna cisza.

Drugim denerwującym faktem była niestety organizacja koncertu finałowego. Każdy występujący po sobie wykonawca wchodząc na scenę instalował swój sprzęt, stroił instrumenty, wskutek czego pomiędzy piosenkami (tym razem wykonawcy prezentowali po jednym utworze – utworze Krzysztofa) następowała 10-15 minutowa przerwa, która niestety nie sprzyjała oddaniu się radości z wysłuchania kompozycji Krzysia Klenczona. Gdzieś to wszystko się rozpływało, gubiło w ogólnym zamęcie.

Dopiero koncert Karoliny rozruszał trochę publikę. Też niestety nie ustrzegła się od instalowania sprzętu, zwracała nawet uwagę aby bardziej podkręcić gitarę czy wokal, ale gdy już było wszystko gotowe, jej występ – podobnie jak ten z poprzedniego dnia, to był niesamowity show.

022

            Końcowym punktem programu był występ Piotra Nalepy.

Dla mnie był to straszliwy zgrzyt w całej tej pięknej imprezie. Piotr poszedł w ślady swojego ojca – Tadeusza Nalepy i grał przede wszystkim bluesa.

Nie jest to dla mnie obcy gatunek muzyki, nawet go bardzo lubię, ale w żaden sposób nie nawiązywał do ogólnego charakteru całego wydarzenia jakim był Festiwal poświęcony Klenczonowi. I wstyd mi się przyznać, ale odpuściłem sobie jego występ. Siedząc na ławce przed hotelem słyszałem tylko ich „Gdybyś kochał, hej” i inne wspaniałe utwory Breakoutów.

Zamknąłem oczy i słuchałem tych piosenek, nie chcąc oglądać otoczenia które w całym swoim jestestwie związane jest z Krzysztofem i tylko z Krzysztofem.

            Po zakończonej imprezie na Rynku, goście Festiwalu powrócili do hotelu i tu nastąpił kulminacyjny punkt całego wydarzenia. W restauracji przy stołach zgromadzili się goście i niektórzy z wykonawców.

Wartko potoczyła się dyskusja na temat Festiwalu, poczynań Krzysztofa w Czerwonych Gitarach i Trzech Koronach, wspominano Jego utwory, Jego zdarzenia z prywatnego życia….. Wojtek kręcił się koło mnie, robiąc zdjęcia wszystkich zebranych, a w przerwach biorąc udział w dyskusji.

023

Wojtek z Alicją – zrobiłem to zdjęcie, kiedy się najmniej spodziewali

Rozmawiając z Krysią Klenczon i innymi w grupie, wyrażałem swój podziw i zadowolenie z pracy włożonej przez uczestników konkursu, wychwalałem Karolinę, która dziwnie zapadła mi w sercu, wyrażałem swój podziw dla Klenczon Projekt……..

- Chcesz poznać Tadeusza? – zapytał mnie w pewnej chwili Wojtek – Siedzi tam, razem z Alicją.

- Wojtek, na Boga, miej wzgląd na moje serducho. Chcesz żebym nabawił się zawału? – byłem przerażony.

- Poczekaj, zaraz wracam – odpowiedział tylko.

I wrócił. Z Tadeuszem. Kiedy usiadł koło mnie, Wojtek zrobił nam zdjęcie.

024

O Nieba!!!! Ja z Krz… tfu…….. z Tadkiem, sobowtórem Krzysia, tego mojego ukochanego Krzysia………….. Nie wierzyłem własnemu szczęściu. Bibi, kocham Cię. Kocham Cię za to, że pozwoliłaś mi zaznać tyle radości i szczęścia.W żadnych moich snach nie śmiałem marzyć o przygodzie, która mnie spotkała.

Nie chciałem przerywać tej euforii i przedłużałem rozmowę gadając o byle czym – oby trwała jak najdłużej, oby ten sen, nie – jawa, trwała wiecznie.

Rozstaliśmy się o 4.00 rano, bo już o 9.00 był wyjazd z Pułtuska

Nie omieszkałem oczywiście wcześniej, a potem w czasie nocnej rozmowy, zaprosić Alęi Tadka na moją imprezę – na zlot Beatlefanów do Lublina. Bibi wyraziła zgodę. A więc znów się spotkamy!!!!!!!!!

Tadeusz mówił coś o pobycie w Zakopanem, ale obiecał zrobić wszystko, aby wyrwać się choć na jeden dzień.

A więc znów Was zobaczę……………….

                                               ********

Zastanawia mnie jedna rzecz.

W dobie internetu, współczesnego przemysłu fonograficznego – czy nie warto by było stworzyć – wyprodukować, płytę cd z konkursu eliminacyjnego z każdego takiego Festiwalu? Bodaj tylko dla członków Fan-clubu Krzysia Klenczona? Byłaby to niesamowita gratka dla nas – dla wszystkich fanów kochających Jego twórczość.

Komorów 13 lipiec 2016

autor

Marek Szpejankowski
Zdjęcia: Wojciech Serafin

zapraszamy do polubienia naszej strony na FB: https://www.facebook.com/SztukaPolska

Skomentuj

Komentujesz jako Gość.